Już po raz drugi w Gdyńskim klubie Baltic Oasis odbyły się Retro Mistrzostwa w Squash. Impreza z pogranicza sportu i dobrej zabawy. Tegoroczna edycja pozwoliła 8 odważnym miłośnikom squash spróbować swoich sił w stylu lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Brzmi to dosyć poważnie i archaicznie, jednak idea turnieju jest bardzo prosta. Otóż każdy występujący w turnieju zawodnik zobowiązany jest do grania rakietą w stylu retro, tzn z małą, okrągłą główką. To, czy rakieta jest drewniana, aluminiowa czy tez może „nowoczesna” grafitowa nie ma większego znaczenia. Każdą z nich gra się specyficznie i nieco mniej wygodnie aniżeli najnowocześniejszymi rakietami. Organizator turnieju dostarcza niezbędny sprzęt dla tych, którzy takowego nie posiadają. Dodatkową atrakcją turnieju jest dobrowolne przebranie się w stylu sportowych lat osiemdziesiątych XX wieku. Uczestnicy, sami między sobą, wybierają najbardziej spektakularną kreację, oceniając staranność w doborze dodatków typu opaski, biżuteria i inne akcesoria oddające klimat tamtych lat
Przyznam, że pomysł spotkał się z zaskakującym odzewem i można było zobaczyć, co, kto ma w sportowej garderobie. Bezapelacyjnym tryumfatorem pokazu mody sportowej sprzed, bez mała, 30 lat okazał się Tomek Zielazek. Prawie jednogłośnie został uznany za Mister Squash Retro Men. Nie bez znaczenia był fakt, że dzień przed turniejem Tomek był u szewca, aby odrestaurować na turniej, sportowe buty marki „Podhale” (nie mam tu na myśli słynnych srebrnych śniegowców), dodatkowo zapinane na rzepy. Duże brawa dla Tomka za zaangażowanie i szacunek dla historii polskiego przemysłu obuwniczego. Nagrodą dla Tomka był, nie mniej intrygujący, ortalion Prince Squash Team Poland.
Przechodząc zaś do wyników donoszę, iż bezapelacyjnie najlepszy okazał się Artur Gałka ogrywając drugiego finalistę, Darka Korzeniewskiego, drewnianą rakietą z naciągiem, nie zmienianym od 29 lat. Wcześniej w półfinale nie dał szans na zwycięstwo Piotrowi Pakule. Przyznam, że zaprezentował dobre squashowe rzemiosło.
Z moich wnikliwych obserwacji chciałbym podzielić się z Wami uwagą, iż prawie wszyscy gracze zaprezentowali wyższy poziom umiejętności, aniżeli grywając dzisiejszym sprzętem. Mam tu przede wszystkim na myśli Włodka Serwińskiego, który w zaciętym meczu z Marcinem Giżewskim zadziwiał i zaskakiwał swobodą oraz jakością odbijanych piłek. Małe rakiety wymagają większej koncentracji, a bez niej nie zawsze trafia się w piłkę. Publiczności podobało się to bardzo. Wszystkich, którzy nabrali ochoty do spróbowania swoich sił w stylu retro zachęcam do rozejrzenia się za muzealnymi eksponatami do squash’a i serdecznie zapraszam na turniej w roku 2009.